Twierdza
Przemyśl
Podobnie jak w czasie Wielkiej Wojny Cesarstwa : Austro-Węgierskie, Niemieckie i Rosyjskie przeprowadziły rekwizycje dzwonów m.in. z terenów Galicji i Królestwa Kongresowego, również III Rzesza postanowiła dostarczyć metali kolorowych na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Co prawda w okresie międzywojennym nastąpiło częściowe uzupełnienie, zagrabionych dzwonów, ale z ostrożności odlewano już ze staliwa, które nie podlegały zarekwirowaniu. Jednak w Europie pozostał jeszcze duży zasób dzwonów spiżowych. Dlatego Rozporządzeniem z dnia 15 marca 1940 r. Hermann Goring – pełnomocnik ds. planu czteroletniego rozwoju gospodarczego, zobowiązał właścicieli i zarządców kościołów z terenów Rzeszy, ziem wcielonych do Rzeszy i ziem okupowanych, do przeprowadzenia ewidencji dzwonów, które opiniowały urzędy ochrony zabytków. Na jej podstawie dzwony były rekwirowane i przewożone do niemieckich hut celem przetopienia. Sprawami tymi zajmował się Urząd Rzeszy do Spraw Metali, który powstał przy Izbie Niemieckich Rzemieślników Rzeszy.
Zgodnie z wytycznymi do w/w rozporządzenia, dzwony były kwalifikowane do 4 kategorii oznaczonych od A do D. Do kategorii A wpisywano dzwony powstałe po 1875 r. oraz te bez wartości historycznej i były one od razu wysyłane do Veddel - portowej dzielnicy Hamburga, gdzie ulegały przetopieniu. Do kategorii B i C wpisywano dzwony zabytkowe i artystyczne i miały one pójść do pieca, po wyczerpaniu się zapasów z kategorii A. Dla tych zakładano karty i fotografie. Szczególnie cenne okazy oznaczano kategorią D, a o ich losie decydował osobiście H. Goring, który albo utrzymywał najwyższą kategorię, albo skazywał do przetopienia.
Grabież dzwonów na polskich ziemiach wcielonych do Rzeszy, tj. w Wielkopolsce, Górnym Śląsku i Pomorzu, a na ziemiach okupowanych, jak w Generalnym Gubernatorstwie przebiegała różnie w zależności od polityki religijnej lokalnych władz, nastawienia do polskiej ludności i stopnia prześladowania polskiego kościoła. Na przykład w Wielkopolsce nie tylko dzwony z kategorii A, często ozdobione inskrypcjami patriotycznymi zostały przetopione, ale także niektóre zabytkowe kategorii D. Nie wystawiano także pokwitowań za zabrane dzwony, jak to miało miejsce na ziemiach okupowanych. W latach 1941 – 1943 z Wielkopolski zagrabiono ponad 1900 dzwonów, sygnaturek kościelnych i krzyży z mosiądzu.
Zdarzały się przypadki, że mieszkańcom udało się uratować niektóre dzwony, przeważnie tam gdzie ich twórcą był niemiecki ludwisarz. W artykule „Historia w dzwonach zapisana (2)” P. Marta Trojanowska pisze, że w ten sposób uratowano 2 zabytkowe dzwony z 1505 r. w Rymanowie w kościele pw. św. Wawrzyńca. W akcji partyzantów uratowano dzwon z 1676 r. z kościoła pw. św. Mikołaja w Rokietnicy, gdyż po skonfiskowaniu go przez Niemców i odesłaniu na składowisko w Łowcach, został przez nich odbity i zakopany w polu. Znana jest historia dzwonu Zygmunta, zwanego Sercem Łodzi, który w czasie niemieckiej rekwizycji podczas Wielkiej Wojny został „wykupiony” za 7 ton mosiądzu, cyny, ołowiu i miedzi zebranych w krótkim czasie przez miejscową ludność, ale już w 1943 r. nie zdołano go uratować, został zarekwirowany i trafił do przetopienia.
Grabież, która nasiliła się po ataku Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. trwała do lipca 1943 r. do czasu, gdy lotnictwo amerykańskie i brytyjskie w ramach Operacji Gomora zbombardowało Hamburg niszcząc prawie ¾ jego powierzchni. Na „cmentarzysku” ocalało ok. 16 tys. dzwonów, wśród nich 2 tys. z Polski.
Do niemieckich hut nie tylko w Hamburgu, ale także w Orianenburgu, Hettstedt, Ilsenburg i Lunen trafiło ok. 80 tys. dzwonów, w tym z samej Rzeszy 45 tys. i z krajów okupowanych ok. 35 tys. Z ziem polskich zagrabiono prawdopodobnie ok. 8 tys. dzwonów, o łącznej wadze 750 ton, ale faktyczna liczba nie była możliwa do określenia z uwagi, że przed 1939 r. nie zostały one dokładnie zinwentaryzowane. Dlatego po wojnie powstało polskie Biuro Rewindykacji i Odszkodowań przy Ministerstwie Kultury i Sztuki, które na podstawie ok. 30 tys. ankiet sporządzonych przez administratorów i proboszczów parafii oraz prywatnych właścicieli dóbr kultury, przy współpracy z jedenastoma konserwatorami zabytków, sporządziło dokumentację poniesionych strat. Na tej podstawie Biuro wystąpiło do władz alianckich z roszczeniem o zwrot ponad 1500 dzwonów o wadze 350 ton. Już 27 marca 1948 r. przygotowany został w Hamburgu przez Polską Misję Rewindykacyjną pierwszy transport 274 dzwonów, które pochodziły z diecezji przemyskiej, podlaskiej i lwowskiej, który trafił do Poznania. Specjalna komisja miała zająć się rozdziałem dzwonów, te zidentyfikowane miały powrócić do macierzystych kościołów, pozostałe do innych w zależności od potrzeb. W dniach od 5 do 7 lipca 1948 r. przywieziono do Wrocławia z Niemiec w 13 transportach 725 dzwonów. Do Zjednoczenia Metali Nieżelaznych w Katowicach przekazano część dzwonów zakwalifikowanych jako złom wraz ze złomem poniemieckim przyznanym Polsce przez władze brytyjskie jako odszkodowanie.
Tylko częściowo zostały zrekompensowane straty wojenne dot. zagrabionych dzwonów. Znaczna ich ilość wywieziona przez Niemców w czasie działań wojennych z tzw. Ziem Odzyskanych została potraktowana jako własność niemiecka i przekazana niemieckim kościołom. W niemieckim archiwum dzwonów utworzonym po wojnie w Hamburgu, powstała tzw. lista Leihgloken, czyli dzwonów „wypożyczonych”, tj. wywiezionych z Ziem Odzyskanych. Niemcy uważali te tereny za niemieckie i liczyli, że kiedyś tam wrócą. O zwrot tych dzwonów, przeważnie zabytkowych, jeszcze do dzisiaj prowadzone są rozmowy z władzami niemieckimi. Duży sukces odniosło na przykład Towarzystwo Miłośników Ziemi Bestwińskiej, które kilka lat starało się odzyskać zabytkowy dzwon z 1504 r. zwany „Królem Chwały” zagrabiony z kościoła w Bestwinie koło Bielska Białej. Dzwon ten przetrwał potop szwedzki i I wojnę światową, ale w lipcu 1941 r. wywieziony został do Hamburga, unikając jednak przetopienia w hucie z powodu jej zniszczenia przez aliantów. Jednak nie powrócił na swoje pierwotne miejsce, tylko w 1952 r. trafił do kościoła w Bawarii. Towarzystwo po kilkuletnich staraniach i zorganizowaniu zbiórki 7,5 tys. euro na pokrycie kosztów rozebrania wieży i demontażu dzwonu, uzyskało zgodę niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych na jego transport do kraju. W 2010 r. po 69 latach zabytkowy dzwon, ważący 580 kg i 16 lat starszy od dzwonu Zygmunta na Wawelu, wrócił do Bestwiny.
Nie jest to odosobniony przykład starań mieszkańców o zwrot zagrabionego mienia. Coraz częściej tworzone są tzw. komitety obywatelskie, które z chwilą pozyskania informacji o odnalezionym dzwonie, z uwagi na brak procedur i umów pomiędzy Polską i Niemcami w tych sprawach, sami występują z prośbą o zwrot i prowadzą skuteczne negocjacje.
Literatura:
Komentarza Historyczne Tomasz Łuczak Poznań „Dzwon czy złom”
https://www.focus.pl/artykul/wiezien-specjalny-dzwon Joanna Lamparska
https://www.niedziela.pl/artykul/1401/nd/Historia-w-dzwonach-zap. Marta Trojanowska